Ko Yam

koyam

Milo jest byc jednym z osmiu turystow na wyspie. Na Ko Jam bylismy prawie sami. Idealne miejsce na poranne sesje yogi podgladane jedynie przez wielkie gady przypominajace mini dinozaury. Gdyby nie dwie, niewielkie wioski rybackie wyspa zdawalaby sie byc istnym widmem. W sezonie dostac sie tam mozna promem z Krabi, a poza sezonem autobusem z dwiema przesiadkami. Jak sie okazuje z jakiegos powodu wiekszosc uwaza dostanie sie na wyspe za zbyt trudei Ko Jam pozostaje puste i senne az do pazdziernika.
Zatrzymalismy sie w miejscy zwanym Bo Dang, prowadzonym przez Lejle. Jak wiekszosc osob z Ko Jam i okolicznych wysp Lejla ma ciemniejsza od Tajow skore i mowi wlasnym jezykiem, bedacym mieszanina Malayskiego i indonezyjskiego Bahsa.I podawala najlepsza herbate w Azji, mieszanke trawy cytrynowej z cynamonem, galangalem serwowana w wielkim dzbanku ktory mogl napoic zdecydowanie wiecej niz jedna osobe. Wieczory przy herbacie zazwyczaj dzielilismy z Dave’m, szesdziesiecioletnim Brytyjczykiem ktory zdaje sie znalazl na wyspie swoj maly raj. Byly pracownik organizacji humanitarny zdawal sie odwiedzic kazdy zakatek swiata I byl nieskonczona kopalnia informacji o Azji.
Fizycznie wygladajacy na starszego niz w rzeczywistosci emanowal niezwyklym i rzadkim zadowoleniem z zycia. Byc moze trzeba zajrzec smierci kilkakrotnie w oczy by docenic to co mamy. Jednym z jego doswiadczen bylo tsunami z 2004 roku. Podobno na kilka godzin przed uderzeniem fali ocean cofnal sie daleko w glab ladu. I choc wszyscy to zauwazyli i uznali za dziwne to nikt nie podejrzewal wzbierajacej fali… Czterometrowe monstrum zaskoczylo go na plazy. Pierwsza zauwazona rzecza bylo polowiczne znikniecie wyspy oddalonej o kilkanascie kilometrow, ktora podobno zmniejszyla swoje rozmiary. Po chwili na horyzoncie pojawila sie fala I tym ktorym przyszlo sie z nia zmierzyc nie pozostalo nic innego jak biec, wspinac sie na drzewa i walczyc o przetrwanie. Lejla, u ktorej mieszkalismy, wspiela sie na palne kokosowa .Przy jej wadze, na oko cos okolo 100 kg albo wiecej, fakt ten robi prawdziwe wrazenie.
O tsunami w Azji 2004 bylo glosno. Miliony dolarow plynely z calego swiata, ale czy te pieniadze dotarly do celu? Niestety jak to najczesciej bywa wszystko rozchodzi sie gdzies po drodze. Mieszkancy z Ko Jam podobno nie mogli sie doczekac jakiejkolwiek pomocy. Po wyslaniu jednego z mieszkancow wyspy na lad dowiedzieli sie ze ich wyspy nie ma na mapie. Sami musieli sie zatroszczyc o odbudowanie domow, a na pomoc rzadu nigdy sie nie doczkali. Moze za wyjatkiem metalowych tabliczek ktore pojawily sie po kilku miesiacach na tajskim wybrzezy i wyznaczaja kierunek ewakuacji w przypadku uderzenia fali. Na wypadek gdyby ktos czul sie na silach scigac z predkoscia wody.
Na krotko po tsunami rzad zaczal kilka inwestycji – nowe lotnisko w Puket, jakies molo w turystycznej miejscowosci z duza iloscia duzych miedzynarodowych hoteli, itd. Wiele osob poczulo sie rozgoryczonych. Skad rzad ma pieniadze na te inwestycje? Czyzby, czyzby?

koyam1

koyam2

koyam3

koyam4

koyam

koyam

koyam

koyam

Leave a Reply