Lao in Lao

1010

Laos nie sprzyja prowadzeniu bloga. Glownym powodem jest brak dostepu to internetu, a przynajmniej ograniczony do dwoch, moze trzech miast w kraju. Jak nie trudno sie domyslic nie grzeszy szybkoscia, a tutejszym standartem sa PC bez oslony antiwirusowej. Kilka malych urzadzen ktore sa w naszym posiadaniu  zapadlo na tropikalna chorobe zwana japanisegirl.exe i konsekwentnie wyczyscilo troche danych. Ups!

Tyle sie wydarzylo i wody uplynelo w Mekongu od ostatniego blogowania, ze nie wiem za co sie zabrac… Na poczatku byla dwudniowa przeprawa Mekongiem z podranicza Tailandii i Laosu, a dokladniej  z Huay Xai do magicznego Luang Probang.

Kilka dni w miescie, drugim co do wielkosci w kraju, co najwyzej odrobine wiekszym od moich rodzinnych Prochowic. W Laosie najwidoczniej wszystko jest malutkie – poczynajac od ludzi, poprzez domy, a konczac na miastach. Vientiane jest najmniejsza stolica jaka kiedykolwiek odwiedzilam. Ciekawym doswiadczeniem byla dzisiejsza podroz autobuem sypailnym. Bardzo wygodnym, moze z wyjatkiem dlugosci lozek, przystosowanych do  wzrostu nie przekraczajacego 160 cm. Poranne mycie zebow tez nie pomaga nam zapomniec o naszym mutantyzmie, majac umywalke co najwyzej na wysokosci kolan.

W Luang Probang spotkalismy Joen’a ktory z latwosci moglby sie znalesc w ksiedze rekordow ginesa jesli chodzi o ilosc bagazu. Wspomniany rekordzista mial 5 toreb – dwa duze plecaki, jeden maly i dwie mniejsze podreczne torby. To jego drugi rok podrozy.Jakim cudem udalo mu sie przemierzyc tysiace kilometrow z taka iloscia toreb chyba na zawsze pozostanie dla nas tajemnica. W trojke ledwie dawalismy rade. Kilka wspolnych dni i rostanie w Nong Khiaw gdzie my udalismy sie na wschod Laosu, a Joen w kierunku Chin.

Z Nong Khiaw wybralismy sie tez do dwoch wiosek, gdzie nauczylismy sie miejscowych metod uprawy ryzu. Niestety sposob ten jest dokladnym przeciwienstwem permakultry i jest potocznie zwany ‘slash and burn’, co mozna przetlumaczyc jako zetnij i spal. Niestety wzrastajace zaotrzebowanie na zywnosc i miejscowy zwyczaj sadzeniu ryzu corocznie na ‘swiezej ziemi’ (czytaj – na swiezo spalonym lesie) doprowadza do wyniszczenia pierwotnej dzungli tego regionu. Jako ze w duzej czesci Europy lasy wyniszczylismy wieki temu trudno prawic moraly. Jak widac kazdy uczy sie na wlasnych bledach.

1010

1010

1010

1010

1010

1010

1010

1010

1010

1010

Comments are closed.